ojciec

Ojciec maruda

Jak tu go opisać w tych kilku blogowych zdaniach? Jak go ugryźć? Jak opisać barwę tego światła, które wypełnia nasz kadr? I jak streścić nieskończoność płaszczyzn, na których do siebie nie pasujemy? A mimo to trwamy już ponad 8 lat. Bogatsi o kolejne doświadczenia, kłótnie i dzieci.

 

Człowiek z kosmosu

Niezwykły. A raczej doprowadzający mnie do niezwykłej furii.

Pamięta, jaki model silnika jest w Mercedesach z lat 70tych. Nie pamięta ile ważyli jego synowie po przyjściu na świat.

Wie, jakiej grubości papieru używa się w ulotkach reklamowych. Nie wie, ile jakiego leku powinien dać Pierwszemu w sezonie alergicznym.

Kojarzy, który sąsiad jeździ jakim samochodem (On: „Spotkałem tego Mariusza, no wiesz, tego co jeździ Citroenem C2 z 2002r…” Ja: „????”). Nie kojarzy naszych czapek, szalików czy skarpetek. Także jeśli nie leżą w przedszkolu w naszej przegródce to biada im. (Ja: „Przecież to jest czapka Michałka. Patrz, jest nawet podpisana.” On: „????”)

Jednym ruchem oka jest w stanie ocenić stopień zużycia bieżnika w oponie jadącego samochodu. Nie zauważy, że dziecko ma uszy na wierzchu, nawet jakby te uszy zagrały i zatańczyły mazurka przed jego nosem.

Jak kiedyś zmusiłam go, żeby przeczytał dziecku książkę, to potem dziecko przyszło do mnie i lekko zdegustowane oświadczyło „tata to nie bardzo umie czytać bajki”. Ale jakiś projekt manualny? Proszę, oto robot Tytus, produkt uboczny naszych zakupów w sklepie internetowym, który wszystko pakuje w pudła.

Człowiek z mopem i wiertarką

U nas w domu sprząta głównie ojciec. Z ręką na sercu – nie pamiętam, kiedy ostatnio zmywałam podłogę. Urosło to do takich rozmiarów, że kiedyś dostał od Babci D. turbo nowoczesnego mopa na gwiazdkę. I się cieszył. Zmywa, odkurza, zamiata, myje okna jak trzeba. Sprząta łazienki, bo ja nie znoszę tego robić.  Prasuje. Także odpuszczam mu już te skarpetki na podłodze…

Jest polską wersją McGyvera. Autentycznie, zrobi wszystko, o czym sobie zamarzę. Podest na tarasie? Nie ma problemu. Huśtawka w domu? Proszę bardzo. Naprawić zawiasy, światła, listwy, drzwi? Już się robi.
Wystarczy, że poproszę sto razy, zapiszę na naszej tablicy zadań, wyślę mu 10 smsów, naskarżę mamie i wydrukuję papiery rozwodowe. Ale jak już się weźmie – zawsze jest zrobione perfekcyjnie.

Za to w samochodzie zrobi wszystko bez gadania (a czasem mam nawet wrażenie, że więcej niż potrzeba…). Jestem absolutnie przekonana o jego omnipotencji w tematach moto – co skutkuje tym, że kompletnie nie zwracam uwagi na to, co się dzieje z moim autem. Wychodzę z założenia, że ojciec się tym zajmie. Do tego ma niezwykły talent do kupowania i sprzedawania aut. W ogóle ma talent do samochodów. Na przykład taka historia:

Do naszego związku wniosłam w posagu mały samochodzik marki Renault, nazywaliśmy go Niuńkiem. Woził mnie dzielnie kilka lat. Pewnego wieczoru ojciec (wtedy jeszcze nawet nie narzeczony chyba) mówi: „zatankuję ci go może i umyję, co?” On właśnie taki jest. Co się miałam nie zgodzić. Po 10 minutach ojciec wraca, blady. „Nie działają ci hamulce” – mówi. Ja, przerażona, pytam jak się zorientował. A on na to, że zorientował się, jak nacisnął hamulec przed skrzyżowaniem. Także całkiem możliwe, że dzięki niemu w ogóle jeszcze żyję. Ale obczajcie to, że on bez tych hamulców zawrócił, wjechał do garażu i zaparkował. A potem jeszcze go sprzedał za całkiem niezłą- w tych okolicznościach – kasę. A jak trzeba było go oddać nowemu właścicielowi to wsiadł, pojechał na parking pod centrum handlowym gdzie się umówili i wjechał prosto na lawetę, tak cyrklując, żeby się akurat Niuniek zatrzymał na środeczku.

 

Mój człowiek

W związku z powyższym wiecznie opowiada mi jakieś historie o tym, co się zepsuło w samochodzie i jak to naprawić. Z tych opowiadań rozumiem jedynie liczby, które będzie trzeba wyłożyć na części zamienne. I złości się, że się nie ekscytuję tym, jak zrobił zaworek z gumy od majtek czy coś tam. Ale sam o moich pasjach słucha jednym uchem. Bloga też nie czyta. Mogę się założyć, że o tym wpisie dowie się od kolegi jutro w robocie.

Jak coś do niego mówię i słyszę „ok, ok” to wiem, że nic nie zrozumiał i za kilka dni będzie awantura, „bo przecież nic nie mówiłaś!!”. Wychodzi wyrzucić śmieci, wraca po 40stu minutach „bo spotkałem chłopaków i jakoś tak”. Jak musi rano wstać to lepiej nie wchodzić mu w drogę – „wcale nie jestem zły, kurwa”. W jednej chwili podejmuję decyzję, że się z nim rozwodzę. W następnej rozbraja mnie jakimś durnym żartem i wiem, że jesteśmy sobie pisani.

Czy muszę jeszcze dodawać, że nie wyobrażam sobie życia z kimkolwiek innym?

 

 

***

Historię, która obrazuje jak bardzo różnimy się z ojcem jeśli chodzi o samochody znajdziecie tutaj.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy. Do grupy koniecznie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *