nie mówię dzieciom

Tych słów nie mówię dzieciom.

Chyba każdy z nas ma takie słowa, zwroty na które jest uczulony. Z tego czy innego powodu nie chcą nam one przejść przez gardło i już. I ja też mam takich kilka rzeczy, których nie mówię dzieciom. Po prostu mam na nie alergię i nawet jeśli coś mi się wymsknie (chociaż nie mogę sobie aktualnie przypomnieć…) to razi mnie to w uszy i zaraz się poprawiam. Pewnie przy większości z nich popukacie się w głowy;-) Ale może jednak was skłonię do refleksji – dlatego dodałam kilka słów wyjaśnienia.

Grzeczny/niegrzeczny

W pierwotnym znaczeniu te słowa oznaczają człowieka przestrzegającego (lub nie) zasad savoir vivre. I w tym znaczeniu zdarza mi się ich użyć. „Grzecznie jest powiedzieć dzień dobry jak się gdzieś wchodzi”. „Grzecznie jest mówić proszę, dziękuję”. Grzecznie – czyli zgodnie z zasadami dobrego wychowania – tak.

Jednak te słowa są często używane w znaczeniu o wiele szerszym. Dzieci słyszą „bądź grzeczny” a co rodzic ma na myśli? Bądź posłuszny. Uległy. Spokojny. Cicho. Usiądź. Albo wstań. Mów. Albo nie mów. Nie rób! Albo zrób, zależy od sytuacji. Słowo – śmietnik na wszystkie rodzicielskie oczekiwania. Dla dziecka to słowo nie niesie żadnej konkretnej informacji. Bądź grzeczny – to znaczy bądź właśnie dokładnie natychmiast taki, jaki ja w tej chwili chcę, żebyś był. A jaki? Domyśl się. Czy masz być cicho, czy masz rozmawiać, czy masz stać czy masz usiąść czy iść powoli, czy masz mówić ciszej, w ogóle zamilknąć czy może starczy, że przestaniesz machać rękami.

Dlatego ja mówię dokładnie to, o co mi chodzi. „Teraz zrób dokładnie co powiedziałam”. „Stój w tym miejscu”. „Oczekuję, że teraz będziesz siedział spokojnie”. „Mów ciszej i nie machaj rękami”.

Albo sąsiadka, która pyta: „a grzeczny jest?”. No błagam. To tak jakby ktoś zapytał: „a ty jesteś dobrą mamą?”.  Co to właściwie znaczy??

Udało ci się/nie udało ci się

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że ktoś ma wątpliwości co do tego zwrotu to naprawdę mocno się zdziwiłam. Ale o co chodzi? Że niby jaki problem jest ze starym, dobrym „udało ci się”??

Ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej rozumiałam. Aż zrozumiałam tak bardzo, że „udało się” trafiło na listę zwrotów zakazanych;-) „Udało się” sugeruje, że rzeczy same się dzieją. Że nie mamy na nie do końca wpływu. Nie docenia wysiłku, który wkładamy, umniejsza nasze starania i naszą pracę. To takie trochę przekleństwo naszego wychowania i naszej polskiej mentalności: „stój w kącie znajdą cię”. Zauważcie, że na przykład w języku angielskim właściwie nie ma takiego zwrotu. Oni mówią „you did it!” czyli „zrobiłeś to!” Albo „it works!” czyli „to działa!”. A wszystkie te zwroty są – w bajkach czy filmach – tłumaczone na nasze polskie „udało się!”.  Tak. Samo się, kurwa, zrobiło.

Ale i tak „nie udało się” jest jeszcze gorsze. Pomyślcie, popatrzcie na te słowa krytycznie a sami zauważycie, jaki właściwie przekaz to niesie. A dzieci słyszą to non stop, zewsząd. Wychowujemy kolejne pokolenia ludzi, którym „jakoś tak nie wychodzi”. Mam alergię na te zwroty.

Wyjątkiem oczywiście są sytuacje, gdzie rzeczywiście jest jakiś element losowy. „Udało mi się wygrać w lotto” (czy też raczej „nie udało mi się wygrać w lotto”;)) „Udało mi się znaleźć miejsce parkingowe za pierwszym podejściem”. Ale jeśli mój syn całe przedpołudnie robi mega skomplikowaną budowlę z domino, spinaczy oraz kieliszków do jajek i na koniec na sam szczyt w wielkim skupieniu, bezszelestnie niczym ninja, kładzie kulkę szklaną i ona się tam utrzymuje to nie mówię mu: „Brawo! Udało ci się!”. Mówię: „Łał! zrobiłeś to! namęczyłeś się, nakombinowałeś i zrobiłeś co chciałeś! gratulacje!”.

Kocham cię, ale…

Codziennie powtarzam mojemu synowi, że zawsze będę go kochała i nie ma takiej rzeczy, która jest w stanie to zmienić. To taka nasza zabawa, później on potem wymyśla mnóstwo historii: „a jakbym płakał cały dzień…? a jakbym wyrzucił Bubkę przez okno…? a jakbym szmuglował narkotyki z Peru…?” no dobra to ostanie jeszcze przed nami;-) Grunt, że zawsze mówię: wtedy też. Zawsze. Mogę być zła. Krzyczeć. Wściec się. Mogę być smutna, rozżalona. Mogę wyjść z domu. On też może być zły i na mnie wrzeszczeć a ja wtedy będę zła jeszcze bardziej. Ale to wszystko nie ma wpływu. Bałagan w pokoju, zakładanie butów przez godzinę, pomazane ściany, urwana klamka w samochodzie. To wszystko jest bez znaczenia, jeśli chodzi o moją miłość do moich synów. Nigdy tego nie warunkuję.

 

Jesteś beksa!

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, powiedzenie jesteś… głupi, bałwan, kretyn, beksa, płaksa, tchórz, mięczak itd itp. to przezwiska i ośmieszanie. Nigdy, nigdy, przenigdy. W ogóle unikam mówienia „Jesteś…” Słowo mamy ma naprawdę wielką moc. To jest słowo, które może stać się ciałem. Albo mieczem, który jest niestety obosieczny. Dlatego nie jestem również fanką mówienia „jesteś mądry, piękny, inteligntny itd”. Wiem wiem, pierwsza myśl, która przychodzi do głowy: to już przesada! Ale naprawdę, jest kilka argumentów, które za ty świadczą. Na przykład: jeśli dziecko tak chwalone nagle takiej pochwały nie dostanie czuje się niepewnie i może stracić motywację.  Ja jestem najlepszym przykładem ofiary tego mechanizmu, mimo że od lat staram się z tym walczyć – jeśli nie zostanę pochwalona, czuję się nieswojo i mi się odechciewa (także chwalić w komentarzach, chwalić ile wlezie!;)).

*

Ja wiem, ja wiem. Teraz to już nic rodzicowi powiedzieć nie wolno, na wszystko trzeba patrzeć i najlepiej nic nie mówić, bo zaraz będzie źle. Wszystkie te nowomodne wymysły, psychologiczne sztuczki tworzące bezstresowo wychowywanych potworów.

Po pierwsze – nasze słowa naprawdę mają wielką moc. Czy przyszło ci kiedyś do głowy, żeby tak na przykład do szefa mówić wszystko, co ci ślina na język przyniesie? Albo tak dajmy na to do policjanta, który zatrzymał cię do kontroli? Nie, prawda? Bo wiesz, że twoje słowa mogą odnieść konkretny skutek, a ty chcesz tym skutkiem zarządzać, więc nie mówisz:” dawaj, kurwa, więcej hajsu gruby kutasie”. Mówisz: „Zdzisiu, pogadajmy o podwyżce”. Albo nic nie mówisz, bo jesteś tak wychowany, że nie umiesz kulturalnie domagać się o swoje (hura, metody wychowawcze naszych rodziców! róbmy tego więcej!). Ale do dziecka to się nie będziesz zastanawiał nad słowami, bo to absurdalne? Przecież tak naprawdę to tutaj masz najwięcej skutków, na które chcesz mieć wpływ. Zarządzaj mądrze.

A po drugie – przecież jasno napisałam, że to MOJE słowa zakazane. Możesz sobie mówić do swoich dzieci jak chcesz i mieć własne argumenty na to. Najlepiej sobie nie żałuj, tylko od razu napisz co o tym sądzisz – tu albo na facebooku.

Do przeczytania!

 

***

Takie podejście skutkuje wychowaniem dzieci boskich, ze szczególnymi kompetencjami – sprawdź tutaj.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy. Do grupy koniecznie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *