jak wychować

Jak wychować niedorajdę, praktyczny poradnik.

Kto czyta bloga, ten wie, że nie jestem skora do mądrzenia się na tematy wychowawcze. Ale nastąpił ten moment, kiedy mogę z całą stanowczością powiedzieć: mam dla was praktyczny, ultra skuteczny poradnik. Jeśli będziecie się stosować zapewniam 100% pewności efektu!

Tylko uwaga, pojedyncze przypadki zastosowania się do poniższych rad raczej nie przyniosą spodziewanego efektu. Musicie uzbroić się w cierpliwość i w miarę regularnie wykazywać opisane zachowania, żeby w przyszłości cieszyć się wymarzonym sukcesem: życiową niedorajdą, która zostanie z wami do 40tki. Syndrom pustego gniazda już nigdy nie będzie dla was problemem! A zatem, do rzeczy.

Wyręczaj  w czym tylko się da.

Jedzenie, ubieranie, zakładanie butów (ZWŁASZCZA zakładanie butów), noszenie zabawek, sprzątanie pokoju albo po posiłku ze stołu, otwieranie drzwi, no słowem – wszystko jak leci. Nie ma ograniczeń wiekowych, dokładnie tak samo wyręczamy dwulatka jak i siedmio- czy piętnastolatka. Jeśli zaczniecie odpowiednio wcześnie, to przy nastolatkach będzie łatwiej (jak ogólnie wiadomo nastolatki lubią się buntować, więc jeśli nie wejdzie im w krew od malutkiego, to potem mogą nie dać się tak łatwo wyręczać niestety…).

Uwaga, tu kryje się pułapka. Czasami wyręczenie jest obiektywnie uzasadnione. Wtedy oczywiście również wyręczamy, ale nie zaszkodzi dodać jakiegoś kąśliwego, podcinającego skrzydła komentarza. Typu „wszyscy w całym przedszkolu umieją tylko ty jeden nie!”. Albo „daj, ja to szybciej zrobię, bo ty to się tak ślimaczysz, że…”.

Za wszelką (powtarzam: wszelką!) cenę chroń przed porażkami.

Choćby nie wiem co się działo. Najlepiej, żeby w ogóle nic dzieciak nie robił. Chroń go przed wchodzeniem na drabinki (bo spadnie), chodzeniem po krawężniku (bo zwichnie kostkę), pomaganiem w kuchni (bo się skaleczy albo mu krzywo wyjdzie kanapka) itd. A jak już się uprze, to koniecznie kilkukrotnie powtórz któryś z magicznych demotywatorów (nie umiesz, po co się bierzesz | jesteś za mały | daj zrobię to szybciej). Albo wszystkie najlepiej.

Ułatwiaj maksymalnie. Nie dopuszczaj, żeby brał się za zadania, które mogą skończyć się porażką.

Jeśli masz pecha i nadambitnego dzieciaka to może być jeszcze gorzej. Może pójść na jakąś piłkę czy angielski. Wtedy koniecznie biegaj z nim na wszystkie treningi, długo i namiętnie omawiaj postępy z trenerem czy nauczycielem (koniecznie przy dziecku) i upieraj się, że powinien być napastnikiem/dostać dyplom/dostać czarny pas czy co tam jeszcze innego. Generalnie: choćby skały srały wychodź mu ten sukces.

Nie pozwól na wyciąganie wniosków!

Jeżeli już jakaś porażka się zdarzy, należy natychmiast dziecko zagadać, odciągnąć jego uwagę, sprawić by jak najszybciej zapomniało. Wykonujemy to w trzech krokach:

  1. Krok Pierwszy: jezusowanie. Czyli w momencie popełnienia błędu przez dziecko wołamy: „O Jezu!”, „O matko!” i tym podobne, jak najwyższym, pełnym troski głosem. Można również syknąć, oby głośno.
  2. Krok Drugi: Rzucamy się wyręczać (patrz punkt pierwszy), podnosić, otrzepywać.
  3. Krok Trzeci: zalewamy dziecko słowotokiem. Faza pierwsza słowotoku, to sugerowanie, że nie powinien był w ogóle podejmować się danego zadania (praktyczne narzędzia, pasujące do każdej sytuacji: a nie mówiłem| widzisz, widzisz? | i po co ci to było? | następnym razem słuchaj jak mówię).  Faza druga słowotoku: odciąganie uwagi (o tam ptaszek leci | a po południu pójdziemy na lody | szybko, bo się spóźnimy do przedszkola).

NIEDOPUSZCZALNE jest rozmawianie z dzieckiem o tym, dlaczego nie poradziło sobie z wykonaniem zadania i jakie elementy przyczyniły się do poniesionej porażki. Nie zwracamy uwagi dziecka na czynniki i przebieg zdarzenia. Z największą pieczołowitością unikamy stwierdzeń typu: praktyka czyni mistrza | każdy kiedyś zaczynał | to wymaga ćwiczeń i doświadczenia i tym podobnych. I na koniec najważniejsze: pod żadnym pozorem nie pozwalamy dziecku spróbować jeszcze raz.

 

Stosując się do tych trzech prostych zasad możesz mieć nieomal pewność, że Twoje dziecko będzie się bało podejmować wyzwania i nie będzie umiało się zorganizować. Cel osiągnięty – gratuluję!

Na koniec – praktyczny słowniczek

A jak A nie mówiłem?

B jak Było mnie słuchać!

C jak Cały się tylko utytłałeś i taki finał twoich pomysłów!

D jak Daj mi to!

E jak Eeee, bez sensu

F jak Fujara z ciebie

G jak Gdyby babcia miała wąsy…

H jak Hopla z tobą dostanę!

I jak Ileż raz można ci powtarzać??

J jak Jak ty to robisz, przecież to nie tak!

K jak Każdy głupi to potrafi!

L jak Lepiej jak ja to zrobię

M jak Mamusia zrobi to szybciej kochanie.

N jak Nie rusz!

O jak O Jezussss Maria!

P jak Po co ci to było?

R jak Rusz się! Ile można się guzdrać!

S jak Słabo

T jak To i tak ci nie wyjdzie.

U jak Ubrudzisz się!

W jak Widzisz? Widzisz??

Z jak Zostaw to!

 

***

A tak poza tym to nie ma co się za bardzo stresować, rodzicielstwo to nie operacja na otwartym sercu, można popełnić więcej niż jeden błąd 😉

O macierzyństwie w moim wydaniu więcej znajdziesz w Manifeście Zwykłej Matki.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy rodziców bez spiny, gdzie można mieć własne zdanie i się mylić też można.

6 thoughts on “Jak wychować niedorajdę, praktyczny poradnik.

  1. O ludzie! jakbym czytała o swoim wychowaniu! Jestem dorosła i boję się/nie potrafię podejmować decyzji! Kulę pod siebie ogon i nie narzekam kiedy coś ewidentnie mi nie pasuje!

    Postanowiłam nie serwować tych smaczków swojej córce, więc szukam informacji jak postępować wobec dzieci i jak pracować nad sobą. Trudno jest pozbyć się tych dołujących myśli.

    1. To czeka Cię niezła przeprawa, bowiem „upadek” lub „stłuczenie” to drugie imię prawie każdego niemowlaka 😉 Ostatecznie co by nie było – będzie dobrze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *