integracja sensoryczna

Integracja sensoryczna, czyli „Nie rozumiem mojego dziecka”.

Integracja sensoryczna to termin, który obijał mi się o uszy od jakiegoś czasu. Na to hasło pojawiał mi się w głowie obraz dziecka, które nie chce jeść, denerwują je hałasy i gryzące metki, nie lubi mieć brudnych rąk. Pierwszy nie miał z tym problemu (jak widać na zdjęciu;)), więc na tym poprzestawałam – do czasu.

Jak wiadomo, Pierwszy jest boski.

Mój syn jest bystrzakiem totalnym, uwielbiającym liczby i budującym konstrukcje przyprawiające o zawrót głowy. Na sam jego widok pękam z dumy a jak już coś powie to w ogóle.  No słowem, najlepszy gość na świecie. Na pewno wiecie o co chodzi, bo sami macie takich/takie w swoich domach.

Dlatego z pewnością domyślacie się, jak się czułam na pierwszym spotkaniu z nauczycielką w przedszkolu, kiedy pokazała mi dwie kartki A4, zapisane maczkiem o… nietypowych zachowaniach mojego syna. Słuchałam a oczy miałam jak pińć złotych, wcale nie przesadzam. Bo okazało się, że w przedszkolu mój otwarty, wygadany syn: nie integruje się z dziećmi, izoluje się po prostu, nie rozmawia, odmawia udziału w zabawach, wybiera cały czas te same bardzo proste zabawki i wiele innych niezrozumiałych rzeczy. No po prostu w drodze do placówki ktoś mi podmieniał dziecko.

Pierwsza reakcja? Złość na nauczycielkę i na przedszkole. Zresztą, każdy kto ze mną wtedy gadał to wie. Do tego  byłam w ciąży już mocno zaawansowanej, hormon buzował, Babcia D. tylko podsycała sytuację („niech się w dupę pocałują!”). Po jakimś czasie ochłonęłam i zaczęłam się przyglądać Pierwszemu.  Czy to możliwe, żeby aż tak się zmieniał w grupie? A w domu –  czy na pewno wszystkie zachowania, które wcześniej wydawały mi się „rozwojowe” i „stosowne do wieku” takie były? Spuściliśmy gończe psy, starając się upolować przyczynę.

Poszukiwania

Na początek poszły sprawy organizacyjne. Że jedynak, że chowany z dużą dozą autonomii, że trudno mu się dostosować do reguł przedszkolnych. Zaczęły się zabawy ludzikami w przedszkole (bleee), tłumaczenia, wprowadzenie kilku nowych zasad. Słabo pomogło. Bardziej pomogły wysiłki nauczycielki, która otoczyła naszego syna fenomenalną, pełną wiedzy i ciepła opieką. Ale to nie rozwiązywało sprawy.

Potem poszukiwania somatyczne – Pierwszy jest alergikiem i ma non stop gluta. Więc zaczęliśmy drążyć, okazało się, że ma trochę niedosłuchu, powiększony migdałek i tak dalej. Zaczęliśmy przygotowania do wycięcia migdała, ale w  międzyczasie tu już styczeń a dziecko cały czas nie zaadaptowane w przedszkolu, nie bierze udziału w zabawach, wyje co rano. Na dodatek ze względu na infekcje operacja migdała się przesuwała i przesuwała. A ja nabierałam wątpliwości, czy aby na pewno wszystko może wynikać z niedosłuchu…

Bo w międzyczasie w domu nasilały się zachowania po prostu trudne dla nas wszystkich. Gargantuiczna niechęć do zmian i współpracy (typu: wyjdźmy na spacer, chodź na śniadanie, ubierz się itd – tutaj to widać),  wybuchy rozpaczy z powodu złamanego banana trwające po kilkadziesiąt minut, notoryczne ignorowanie pytań – nie tylko podczas zabawy, ale także np podczas wspólnego siedzenia przy stole, nagłe zmiany tematu w środku rozmowy (ale takie, że aż człowiek się zastanawiał, czy przypadkiem nie stracił przytomności na kilka minut). Teoretycznie wiadomka, bunt trzylatka, kto tego nie zna. Ale jak zaczęłam patrzeć na inne dzieci, tak zrozumiałam, że mój syn przedstawia jednak niespotykaną powtarzalność i intensywność tych zachowań. Męczył mi się dzieciak po prostu.

W końcu trafiliśmy do psychologa z rejonowej. Ten etap litościwie (dla psychologów z rejonowej) pominę, bo ciężko byłoby mi napisać coś pozytywnego o tej diagnozie. Grunt, że w międzyczasie zaczęłam się coraz bardziej zastanawiać nad integracją sensoryczną. Wiedziałam o niej tyle co nic, ale jak zaczęłam doczytywać to okazało się, że jakiś dzwon dzwoni.

Ostatecznie poszliśmy na diagnozę SI i potwierdziło się, że w pewnych obszarach Pierwszy jest nie-zgrany. Niedawno zaczęliśmy terapię, ćwiczymy w domu, ja się douczam. I na tym etapie mogę wam powiedzieć jedno:

SI to jeden wielki bajzel.

Różnorodność i poziom skomplikowania tej materii są naprawdę imponujące. Nie jestem ekspertem, nie mam wykształcenia psychologicznego ani pedagogicznego – chociaż przy odrobinie dobrej woli można stwierdzić, że mam pokrewne (IPSiR rządzi;-)). Nie będę udawała, że się znam jak się nie znam. Ale na pewno mogę wam powiedzieć 3 rzeczy o SI i nie będą to bzdury:

Zmysłów jest więcej niż się powszechnie uważa.

Wzrok, słuch, dotyk są niezwykle ważne, ale istnieją jeszcze zmysły wewnętrzne i to one są osią całej integracji sensorycznej (są na sali informatycy? dla was niech będzie: szyną ;-)). Odpowiadają za takie umiejętności jak na przykład zachowanie równowagi, świadomość pozycji swojej głowy i ciała, świadomość ciężaru i odległości przedmiotów. Ich działanie jest niezwykle istotne i jednocześnie trudne do zrozumienia. Do tego istnieje wiele powiązań i zależności między zmysłami a jedno dziecko może raz być zgrane a raz nie. Raz reagować nadmiernie, raz nie reagować na jakiś bodziec – może na przykład nie mieć ani jednego z objawów, które opisałam u Pierwszego, tylko zupełnie inne. W domu może być w pełni zgrane a w przedszkolu ujawniać pełne spektrum problemów (jak u nas) albo odwrotnie. No mówię wam, kogel mogel.

Integracja sensoryczna nie ma nic wspólnego z inteligencją

Dzieci mające problem z przetwarzaniem nie są głupie. Mogą mieć problemy z czytaniem, zrozumieniem poleceń, przyswajaniem wiedzy, pamięcią mimo że są wyraźnie inteligentne. Po prostu ich mózg dostaje zniekształcone informacje i nie jest w stanie reagować adekwatnie do sytuacji – celem terapii jest pomoc układowi nerwowemu w rozwinięciu umiejętności odpowiedniego przewodzenia bodźców. Tak, żeby do mózgu trafiały informacje odpowiednio obrobione.

Przykład dla tat: jedziesz swoim nowym Lambo na stację i tankujesz do pełna. 20 kilosów dalej zaczyna się palić rezerwa. „Co jest, ku…” myślisz i w duszy już przeklinasz tych z ASO, bo ostatnio robiłeś przegląd elektroniki. Zaglądasz do zbiornika – pływak jest, pływa jak Otylia w najlepszych czasach. Zajeżdżasz do nich, opitalasz i żądasz natychmiastowego serwisu komputera. Oni pochylają się jednak nad bebechami i po chwili informują cię, że czujnik między pływakiem a zegarami nie styka.  Pływak pływa, komputer cały czas działa bez szwanku,  ale informacja od jednego do drugiego raz dociera a raz nie. Wymieniają czujnik i inkasują pińcet.

Przykład dla mam: kończysz właśnie pisać swoją pracę doktorską, chcesz ją zapisać, ale kursor myszki zaczyna wariować. Patrzysz bezsilna jak kasuje Ci cały plik. Wściekła dzwonisz po informatyka i żądasz natychmiastowej obsługi, nie obchodzi cię, że jest trzecia w nocy. Gość przyjeżdża w piżamie i bamboszach, bierze w rękę myszkę i pokazuje Ci, że w jej układ laserowy dostały się okruszki czipsów (żartych nad komputerem przez Twojego starego oczywiście, ewentualnie syna). Komputer działa, ale myszka zwariowała z nadmiaru bodźców i przekazała mu informacje niezgodne z rzeczywistością. Inkasuje pińdziesiąt + dwie stówki za ekstra okoliczności i wychodzi. Z protekcjonalnym uśmieszkiem.

Integracja sensoryczna ma niebagatelny wpływ na emocje i poczucie własnej wartości.

Agresja, emocjonalność, trudności w adaptacji, niechęć do podejmowania wyzwań, trudności w uspokojeniu – to wszystko może być połączone z nieodpowiednim przetwarzaniem sensorycznym. Może być nawet tak, że to są jedyne widoczne na co dzień „objawy”, bo dziecko czasem potrafi ukrywać swoje nie-zgranie zmysłowe.

Dlatego jeśli coś was niepokoi, cokolwiek podejrzewacie – koniecznie idźcie do specjalisty. Dam sobie rękę uciąć, że co najmniej połowa etatowych klasowych rozrabiaków oraz „zdolnych, ale leniwych” to dzieciaki z problemami przetwarzania sensorycznego. Nie zawsze łatwo z tego wyrosnąć, może się pogłębiać. Dlatego jeśli macie jakiekolwiek podejrzenia – warto sprawdzić.

Niebawem zresztą rusza darmowy program konsultacyjny Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej- tutaj znajdziecie więcej informacji.

 

PS: znalazłam opinie jakoby SI miało być szarlatanerią. Być może, ciężko mi merytorycznie dyskutować. Na szczęście jednak Pierwszy tego nie wie i od kiedy zaczęliśmy terapię jest wyraźnie spokojniejszy i bardziej pogodny. Oby tak dalej.

 

***

O wyjątkowych talentach Pierwszego przeczytasz tutaj🙂

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy rodziców bez spiny, gdzie można mieć własne zdanie i się mylić też można.

b–

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *