krytyka mam

Trochę kultury, jesteś matką!

Są takie rzeczy, których bezsprzecznie rodzice robić nie powinni. Opiekować się dziećmi po pijaku albo zostawiać ich samych na całą noc, żeby pójść na imprezę. Wsadzać w buzię smoczków i obwiązywać pieluchą, żeby nie wypadły a potem znikać. Zostawiać w samochodzie. Głodzić. Bić.

Okazuje się jednak, że jeśli już do takich przypadków dojdzie to ludzie nie są skłonni reagować i realnie pomagać. Za to uciąć łeb matce w internecie?? Proszę bardzo, robi się. Uważaj, bo nie znasz dnia ani godziny. Zawsze możesz zrobić coś, co się komuś nie podoba. A wtedy ten ktoś – najczęściej również rodzic, który przecież też popełnia błędy do cholery jasnej! – wejdzie na forum  i bez żenady wysmaruje przecudnego pamfleta. Serio? niezwykła odwaga cywilna, tak napatrzeć się  a później obsmarować w internecie, nie wiedząc nic ani o dziecku, ani o tym drugim człowieku. Człowieku, który może mieć gorszy dzień, mógł popełnić błąd, może mieć inne zdanie, inny pogląd i inne priorytety. Ale co tam. Wrzucenie krytycznego posta na grupę to zawsze +10 do popularności, bo zawsze znajdą się inni chętni dołączyć do oblepiania jadem w komentarzach.

Tylko w ciągu ostatnich kilku dni dowiedziałam się w dosadny sposób, że nie wolno mi (ani Ci, ani jej):

Ubrać za ciepło dziecka.

O losie! Jako że mieliśmy niezwykle ciepły październik facebook aż kipiał od rodziców wyżywających się na bogu ducha winnych mitycznych matkach, co to ubrały swoje dzieci na spacer w trzy warstwy puchówki i owe dzieci grilowały  jak kiełbaskę co widać było po zaczerwienionych buziach i szklistych oczach. Owszem, sama również widywałam moim zdaniem za ciepło ubrane dzieci i się dziwiłam. Tak samo jak dziwię się ludziom nie zakładającym czapek na słońce – i nawet kiedyś napisałam o tym na matce marudzie. Wyraziłam zdziwienie i zapytałam, kto jeszcze tak jak ja pieczołowicie tych czapek pilnuje. Ale serio, żeby wejść w internet i nazwać takich rodziców bezmózgami?? Są ludzie co chodzą w krótkim rękawku a są zmarźluchy co zawsze im zimno i tak też zazwyczaj ubierają swoje dzieci.  Są ludzie, którzy mają dzieci przeziębione, z obniżoną odpornością i nie chcą ich za bardzo wystawiać na październikowy wiatr. Są też ludzie, którzy po prostu źle ocenili pogodę.

Drogi najmundrzejszy rodzicu z internetów – to nie Ty decydujesz kto i dlaczego jest za ciepło ubrany.

Wozić za dużego dziecka w wózku.

Kolejny ból dupy zbierający żniwo świętego oburzenia gdziekolwiek się pojawi. Wozisz za duże dziecko w wózku? Jesteś leniwą matką (ojcem), który wychowuje rozpieszczonego bachora. Kto decyduje o tym, kiedy dziecko jest za duże? Oczywiście komentujący.

Noż kurwa. To są zazwyczaj ci sami ludzie, którzy nie znoszą kiedy im się zwraca uwagę, że dziecko nie ma czapeczki i „co ona taka chuda, nie karmicie jej?”. Wtedy komentowanie jest dnem dna. Ale oni sami mogą ocenić i zmieszać – oczywiście za plecami, w internecie – z błotem.

Człowieku. Rodzic może się spieszyć. Dziecko może być chore, mieć skręconą kostkę. Może robić w pizdu awantury podczas drogi na pieszo i już po prostu nie mają do niego siły, jak to się czasem każdemu zdarza. Może mają nowy zajebisty wózek, który chcą pokazać na insta, bo dostaną za to 20 koła od producenta. Nic Ci do tego.

Przeklinać.

Jako że jestem dziewczyna z warszawskiej woli, siedzę na kilku wolskich forach. Jakiś czas temu urzekła mnie taka oto wymiana zdań. Dziewczynie, mamie takiej jak ja, ukradli wózek spod sklepu (abstrahując: kumacie to?) Dała więc zdjęcie na forum i napisała coś w stylu: „Właśnie ktoś mi kur… ukradł wózek spod sklepu x” . Przekleństwo autentycznie wykropkowane. No, ja bym się na pewno nie bawiła w kropkowanie na jej miejscu. Zgadnijcie, jakie były odpowiedzi?

Po co te wulgaryzmy.

Ja się nie dziwię, że te dzieci takie rozwydrzone teraz.

Jaki przykład dajesz dzieciom??

Trochę kultury, jesteś matką.

Otóż każdemu można się wściec i rzucić mięchem. Tylko nie matce. Ponieważ dzieci nawet telepatycznie, na kilka kilometrów, słyszą przekleństwa mówione przez rodzicielkę i z kopyta się demoralizują. Ba! Nawet niewypowiedziane, ale napisane przekleństwa wyczuwają i od razu lecą sobie szykować miejsce pod biedrą tudzież zaczynają ćwiczyć kwestię „da pani piątaka na winko, pani kierowniczko”.

Zdrabniać/mówić „my”/podawać wieku dziecka w miesiącach

Umówmy się – powyższe zachowania są nieco infantylne. Jeśli je przejawiasz, możliwe, że cierpisz na lekkie pieluszkowe zapalenie mózgu i miej tego świadomość:P Natomiast nie przyznawaj się za bardzo w internetach, bo z pewnością komuś się nie spodoba i zostaniesz okrzyknięta maDką.  Tobie wprost oczywiście nie powie, bo „nie chce wywoływać złej atmosfery” albo „z zasady nie komentuje”. Z zasady nie, tylko za plecami.

Generalnie właściwie nieważne co zrobisz i tak znajdzie się ktoś, kto uzna, że może Cię obsmarować na jakiejś grupie na facebooku lub na komentarzu na insta z anonimowego konta. Bo to przecież takie idiotyczne, że robisz X, jesteś taką słabą matką. Krytyka mam zawsze na propsie.

Ale wiesz co? Najprawdopodobniej Ty też co robisz, co nie? Coś Ci się nie spodoba, to hajda do klawiatury! Nie po to, żeby wyrazić zdziwienie, podpytać o zdanie  – tylko po to, żeby za plecami obrazić. Ta matka (jakoś dziwnym trafem zazwyczaj jest to matka…) nie ma mózgu, jest idiotką, patologia, dziecko powinni zabrać, po co tacy ludzie mają dzieci, bo to czasy teraz takie, że dla dzieci czasu nie mają. I w ten sposób nakręcamy spiralę nieżyczliwości. I – często nieświadomie – budujemy obraz cukierkowego, idealnego rodzicielstwa. Nie ma takiego.

Wrzucam dla wszystkich, do refleksji:

Drogi beznadziejny rodzicu,

Widzę Cię na ławce w parku – w ręku trzymasz telefon. Twoje dziecko próbuje zwrócić na siebie Twoją uwagę. Trzy, cztery próby później z drugiego końca placu zabaw dociera do Ciebie w końcu okrzyk „mama” lub „tata” i reflektujesz się, że chodzi o Ciebie. Podnosisz więc na chwilę wzrok znad ekranu telefonu, machasz dziecku i po chwili znów wpadasz w cyfrową otchłań.

Widzę Cię w supermarkecie, jak stoisz z dziećmi w kolejce do kasy. Córka próbuje Cię na coś namówić – na coś, co przypomina plastikową butelkę ze smoczkiem wypełnioną płynnym cukrem. Zaczyna płakać, gdy słyszy Twoje „nie”. Ty łapiesz ją za ramię i przyciskasz twarz do jej uszu. Nie rozumiem, co doń szepczesz, ale widzę po jej mince, gdy odkłada słodycze, że nie było to nic miłego.

Widzę Cię w restauracji. Twoje najmłodsze dziecko je nuggetsy i makaron z serem. Podejrzewam, że po raz 40-ty w ostatnim czasie. W umazanych serem dłoniach trzyma Twojego iPhone’a i najprawdopodobniej ogląda jakąś odmóżdżającą kreskówkę. Włączasz ją, żeby zająć czymś dzieci, bo Ty nie masz na to ochoty.

Widzę, jak tracisz nad sobą panowanie w centrum handlowym. Twoje dziecko upuściło soczek, a Twoja złość jest niewspółmierna do sytuacji. Ludzie stają obok i się Tobie przyglądają. Krzyczysz, Twoje słowa są raniące, a ja się zastanawiam, jaką szkodę wyrządzasz tym zachowaniem dziecku.

Tego nie widzę.

Nie widzę, że…
Każdą wolną chwilę poświęcasz na zabawę z dzieckiem. Kiedy wracasz wieczorem z pracy, czytasz dzieciom bajki i uczysz je czytać. W każdy wtorek jeździsz z córką do sklepu z komiksami i pozwalasz jej wybrać dwie książeczki – w nagrodę za jej ciężką pracę. W weekendy jeździsz z dziećmi do parku, gdzie zawsze są też inne dzieci. Chcesz, żeby się dobrze bawiły, podczas gdy Ty odpowiesz na maile.

Nie widzę, że…
Po odebraniu dzieci z przedszkola musisz jeszcze szybko skoczyć do sklepu, żeby kupić kurczaka i mleko zanim pojedziesz do domu przygotowywać kolację. Poprzedniego wieczoru Twoja córka zjadła słodką przekąskę przed powrotem do domu i nie miała potem ochotę na kolację, którą przyrządziłeś. Rozmawialiście o tym, więc wiedziała, że dzisiaj jej już nie kupisz nic słodkiego. Mimo to podjęła próbę. Przyciągnąłeś ją do siebie, przypomniałeś, dlaczego nie dostanie słodkiego napoju i poprosiłeś, żeby go odstawiła. Przypomniała sobie o tym, nieco posmutniała i odstawiła butelkę.

Nie widzę, że…
Rzadko kiedy jadacie poza domem. W domu się nie przelewa, a wyjście w czwórkę do restauracji kosztuje. Jest jednak czymś wyjątkowym i chcesz, żeby wszyscy mieli frajdę. Dla Ciebie czymś wyjątkowym jest średnio wysmażony stek z ziemniakami. Dla dzieci są tym nuggetsy z makaronem. To wyjątkowy wieczór. Kiedy więc Twój malec po raz trzeci zwiewa do kuchni, stwierdzasz, że nie będziesz zwracał uwagi na karcące spojrzenia innych i po raz pierwszy w tym tygodniu w spokoju rozmawiasz ze swoją drugą połówką.

A ta Twoja histeria?
Nie widzę, że przez cały tydzień ani razu się nie wyspałeś. Nie widzę, że tego dnia pokłóciłeś się z partnerem i wciąż Cię to dręczy. Nie widzę, jak bardzo stresującą masz pracę i że zazwyczaj nie tak łatwo Cię wyprowadzić z równowagi. Nie widzę tysiąca sytuacji, w których nie nakrzyczałeś na swoje dzieci. Nie widzę, że później przepraszasz i tłumaczysz, że nawet dorośli czasami się denerwują i krzyczą. To nie usprawiedliwia Twojego zachowania, ale ludzie popełniają błędy. Nie widzę, jak Twoje dziecko Ci przebacza.

Widzisz, w tym tkwi sęk. Nie widzę nic, jedynie krótki urywek Twojego życia – iPhone’a, nuggetsy, rozlany soczek, Twoją zdenerwowaną twarz. Widzę tylko tyle, a z jakiegoś powodu wydaje mi się, że Cię znam. Z jakiegoś powodu zdaję się wiedzieć, jakim jesteś rodzicem. Jesteś „beznadziejnym” rodzicem.

I wiesz co? Ja też nim jestem – w zależności od tego, jaki urywek z mojego życia Ty zobaczysz. Czasem też jestem beznadziejnym rodzicem. A czasami jestem cudownym – tak jak Ty!

Pójdźmy więc na pewien układ.

Bądźmy w stosunku do siebie wyrozumiali. Miejmy świadomość, że prawie nic o sobie nie wiemy. Nie wznośmy oczu do nieba, nie wzdychajmy głośno – uśmiechnijmy się zamiast tego do siebie, spójrzmy na siebie porozumiewawczo i powiedzmy: „Wiem, jak to jest.” A kiedy mamy problemy, wysłuchajmy siebie nawzajem. Udzielajmy rad dopiero wtedy, gdy zostaniemy o to poproszeni.

A przede wszystkim zdajmy sobie sprawę z tego, że wszyscy jesteśmy czasami „złymi” rodzicami. Wszyscy mamy wzloty i upadki. Pomiędzy nimi jest równina – to tam znajdujemy się przez większość czasu i dajemy z siebie wszystko.
Świadomość, że jesteśmy w tej samej sytuacji, czyni tę siostrzaną więź macierzyństwa, braterską więź ojcostwa i koleżeńską więź rodzicielstwa – czy jakkolwiek chcesz to nazwać – czymś naprawdę wyjątkowym. Świadomość, że nie jesteśmy sami sprawia, że upadki są znośniejsze, a wzloty jeszcze wspanialsze, a ów środek jest przyjemnym miejscem.

Proszę Cię więc, beznadziejny/wspaniały/będący-czymś-pomiędzy Rodzicu – zejdźmy na ziemię, nie oceniajmy się tak i cieszmy się wspólną drogą.

Spotkajmy się pośrodku.”

John Kinnear

***

Ten wpis jest częścią inicjatywy #sztamamatek.

Jeśli nie lubisz internetowego hejtu zacznij od siebie! Ja tak zrobiłam – tutaj o tym pisałam.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy rodziców bez spiny, gdzie można mieć własne zdanie i się mylić też można.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *