remont

Jak zrobić remont… nie robiąc remontu.

Jest kilka rzeczy, których wyjątkowo nie znoszę. Jak Drugi nie chce zasnąć na drzemkę, awarie tramwaju (zwłaszcza kiedy jestem na szpilkach), reklamy na Polsacie i jeszcze kilka innych.Wśród tych zjawisk jest jedno, które zajmuje szczególne miejsce: remont. Taki prawdziwy z foliowaniem mebli, niedostępną łazienką i wszechobecnym kurzem to obraz prosto z moich koszmarów. Unikam jak mogę. Ale i takie mniejsze nie bardzo mnie kręcą.

Prawda jest taka, że jestem przestrzennym i estetycznym niedorajdą – kompletnie nie mam oka ani serca do urządzania wnętrz. A ojciec to właściwie zazwyczaj nie ma zdania. Tym sposobem po czterech latach w mieszkaniu nadal mamy nie zrobioną sypialnię.

Co jakiś czas jednak dopada nas gorączka „zróbmy coś z tą ścianą” i „przecież nie możemy tak żyć”. Wtedy ja zamieniam się w bida wersję Doroty Szelągowskiej a ojciec w Darka Stolarza i ruszamy do boju. Ścigani przez brak czasu, kasy i umiejętności. Po wieloletnich próbach i błędach rozwinęliśmy nasz własny system remontów bez remontów, czyli szybkich rewitalizacji, które nie mają prawa nie wyjść. Nawet jeśli końcowy efekt przyprawiłby profesjonalnego dekoratora wnętrz o niestrawność, to i tak jesteśmy z siebie dumni, bo zrobiliśmy to po swojemu. I według naszych zasad.

 

Meblowa geometria

Zawsze od tego zaczynamy jak nas korci, żeby coś zmienić. Przemeblowanie to pierwsza pomoc na nudę w mieszkaniu. I doświadczenie nas nauczyło, że zawsze da się znaleźć jakiś patent na odświeżenie przestrzeni w ten sposób – nie wszystkie układy będą równie wygodne, niemniej jednak da się. Nie na darmo człowiek trzaskał w Tetris przez pół dzieciństwa:P

Mało tego, czasami na pierwszy rzut oka dziwne ustawienie mebli pozwala zyskać nową przestrzeń. W ten sposób na przykład – stawiając łóżko w poprzek – zrobiliśmy spory placyk do zabawy w długim i wąskim pokoju Pierwszego (po prawej stary pokój, po lewej „nowy”):

Przy okazji wymiana wykładziny – nie inwestujemy w to zbyt dużo. Wolimy wydać mniej, wymieniać częściej i nie denerwować się na strumienie farby i strupy z ciastoliny.

 

Nie wyrzucaj, wykorzystaj!

Znacie Rocky’ego z Psiego Partolu? (nie wierzę, że o to pytam…). Otóż Rocky jest naszym mentorem jeśli chodzi o rewitalizacje. „Nie wyrzucaj – wykorzystaj!” to ogólnie bardzo mądre hasło w życiu. Tak przy okazji przemycę takie o zdjęcie:

Image result for pacific garbage island

To wyspa plastiku na Oceanie Spokojnym. Naprawdę, dla naszych dzieci i ich dzieci warto przemyśleć ilość śmieci, którą generujemy na co dzień, nie tylko przy okazji odświeżania mieszkania.

 

A wracając do tematu – uwielbiam wykorzystywać stare rzeczy w nowych odsłonach. Na przykład tutaj wykorzystaliśmy farbę, która została z poprzedniego pokoju Pierwszego. A ta duża ramka jest z nami już z 7 lat. Chowam ją co jakiś czas a potem wyciągam jak asa z rękawa do odświeżenia i kolejnej aranżacji. Następnym razem może ją pomaluję? A może zamiast zdjęć wrzucę w nią np tapetę? Albo szydełkowe robótki? Piękny pomysł, dzięki wam znalazłam nową inspirację;-)

 

 

Zosia Samosia

Zamiast kupować lubię robić sama. To znaczy ja mam dwie lewe ręce, więc robi zazwyczaj ojciec, bo on ma dwie prawe (tak się dobraliśmy). Tutaj na przykład sam wykonał lustro. Ja zrobiłam szydełkowe serwetki na obręczach – i uwierzcie mi, jeśli ja to zrobiłam, to każdy potrafi. Oczywiście samodzielnie malujemy i kładziemy tapetę (czyli ojciec maluje i kładzie).

Zresztą, możliwości jest mnóstwo. Można coś uszyć ze starego prześcieradła albo firanki, zrobić dekupaż pudełka, użyć szablonów do ozdób naściennych, zbić coś z desek. Czasami ciężko z czasem. Ale prawda jest taka, że najciężej jest się zebrać.

Przy okazji jedna rzecz – i możliwe, że będzie to najlepsza porada, jakiej kiedykolwiek udzieliłam jakiejkolwiek innej mamie. Znajdź sobie jakieś zajęcie dla rąk. Druty, szydełko, malowanie, kolaże, dekupaże, szycie, szkice, biżuteria, układanie kwiatów… Cokolwiek, co zajmie ręce, odciąży głowę i będzie się kończyło stworzeniem czegoś. Nawet do szuflady. To naprawdę dobrze robi na mózgownicę, spróbuj.

Nie od razu Kraków zbudowano

Wiem, najlepszy efekt jest jak na raz się zrobi i już. Ale z dwójką dzieci o takiej ilości czasu i sił można co najwyżej pomarzyć. Dlatego korzystamy bez skrępowania z metody małych kroczków i cieszymy się z każdego dodanego elementu.

Mało tego, my tę metodę wprowadziliśmy na zupełnie nowy poziom – nie dość, że robimy po kawałku mieszkania, to na dodatek nawet te kawałki robimy na raty (salon na przykład robiliśmy jakieś 3 tygodnie). I też jest satysfakcja:)

Tanio i dobrze

Nazwijcie mnie sknerą, nie lubię wydawać na dizajnerskie itemy prosto z katalogu. Wolę swoje pomysły, własnoręczne wykonanie i drugie życie starych klamotów. Rewitalizując salon kupiliśmy tylko kilka nowych rzeczy: hak do huśtawki, tapetę, obręcze i kordonek, taśmę dwustronną, wywołaliśmy trochę zdjęć. Ale reszta? Farba z zapasów, ramki kupione sto lat temu wyciągnięte z szuflady, lusterka własnoręcznie pocięte z odzysku. Krzesło brazylijskie też już w rodzinie od dawna, ściągnęliśmy je z działki.

Cały remont kosztował nas może trzy stówki, przy czym najdroższa była tapeta i hak do huśtawki.

 

Teraz starczy pozbyć się dziecięcych rzeczy z salonu i już za 8 lat będziemy się mogli cieszyć własną, osobiście udekorowaną, przestrzenią 😀

 

***

Huśtawka jest dla nas nie tylko przyjemnością, ale i koniecznością – tutaj o tym pisałam.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy rodziców bez spiny, gdzie można mieć własne zdanie i się mylić też można.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *