nie dotykaj

Słodko-gorzkie historie z bardzo ważnym morałem w tle.

Park

Piękna pogoda, więc korzystamy. Kilka dni temu pojechaliśmy we czwórkę – ja, dzieci marudy i pies – do pobliskiego parku. Ja z Drugim statecznie spacerowaliśmy a Pierwszy biegał jak opętany i bawił się w misję ratunkową na Marsa czy coś takiego. Jakby miał motorek w tyłku: szalał, wpadał w krzaki, pokrzykiwał tajemnicze hasła. W pewnym momencie odbiegł naprawdę daleko ode mnie. Umówmy się, daleko mi do matki-helikoptera, ale nawet ja mam jakieś granice. Przyspieszyłam więc kroku, coby go dogonić, ale japy nie darłam, bo był cały czas na oku. I taka oto sytuacja się rozegrała dalej.

Zaczepił go jakiś sympatyczny – na pierwszy, daleki rzut oka – tata spacerujący chyba z córką. Z pacholęciem w każdym razie. Zadał mu jakieś pytanie, Pierwszy coś odpowiedział. Ja cały czas nadciągałam, ale nadal za daleko na kontakt werbalny. Z gestykulacji Pierwszego zawnioskowałam, że oświadczył miłemu panu, iż się zgubił. Pan serio się już zaniepokoił, rozejrzał, po czym roztoczył opiekę nad moim synem – zapraszając go do wspólnego spaceru i nadal się rozglądając. Ja nadal sunęłam, jednocześnie układając w myślach peany pochwalne na cześć przypadkowego człowieka, który zainteresował się samotnym chłopcem. Jednak uznałam, że warto zainterweniować zanim przyjdzie mu do głowy zadzwonić na policję czy coś, a że miałam do nich jeszcze ze 300 metrów to drę się w ten wniebogłos. Usłyszeli. Pan z ulgą pomachał w moim kierunku i wskazał Pierwszemu, że nadciągamy. Na co Pierwszy wzruszył ramionami i… ruszył w drugim kierunku. Nawet nie chce mi się zagłębiać w powody. Zapewne po prostu wiedział cały czas gdzie jestem. Albo rzeczywiście się zestresował i do głosu doszło niezgranie oko-motoryka. Albo cokolwiek jeszcze innego. Z perspektywy pana nie wyglądało to za dobrze na pewno, z mojej zresztą też nie 😉

Niemniej jednak nic nie usprawiedliwiało tego, co się zdarzyło zaraz potem. Otóż pan złapał mojego syna za rękę i zaczął dość gwałtowanie szarpać w naszą stronę. Wywołało to falę wściekłości w mojej skromnej osobie, niemniej jednak starając się zachować spokój krzyknęłam do pana, żeby nie dotykał mojego syna. Dla Pana moja reakcja była tak nieoczekiwana, że na początku chyba myślał, że się przesłyszał. Powtórzyłam więc, a pan zaczął dość sugestywnie tłumaczyć, że on też jest rodzicem i skoro nie pilnuję swojego dziecka to o co mam właściwie pretensje. Jako że sytuacja rozgrywała się cały czas na pewną odległość – przez trawnik – nie wdawałam się w dyskusje, tylko wyjaśniłam, że jestem wdzięczna za zainteresowanie i reakcję, ale proszę o nie dotykanie mojego dziecka. Zawołałam Pierwszego. Pan z córką odszedł, my również.

Sklep

Innego razu poszliśmy razem z Pierwszym do osiedlowego sklepu. Ustawiliśmy się w kolejce. Nagle z zaplecza wyszła sympatyczna pani, której nie znaliśmy i zaczęła zagadywać. Mój rezolutny potomek chyba wyjątkowo przypadł jej do gustu, bo wdała się z nim w przemiłą dyskusję. Nie minęła minuta jak stanęła za nim i położyła mu obie ręce na ramionach, cały czas prowadząc niezobowiązującą konwersację. I tak nad nim stała. Cały czas za nim, przytrzymując go. Dałam chwilę Pierwszemu na reakcję, ale w obliczu jej braku stanęłam za panią i zrobiłam dokładnie to samo: położyłam jej ręce na ramionach. I zapytałam, czy ona lubi jak z nią ktoś w ten sposób rozmawia. Chyba nie lubiła, bo się wycofała. Wszystko zakończyło się sympatycznie, z uśmiechem i – mam nadzieję – tematem do refleksji dla pani.

Bo ludzie drodzy, co by się nie działo, nie wolno wam bez powodu dotykać cudzych dzieci. W szczególności w sposób gwałtowny, ale najlepiej w ogóle. Tak jak nie łapiecie nagle za rękę, nie klepiecie po głowie i nie szarpiecie człowieka dorosłego. Tak samo nie róbcie tego dzieciom.

Ja jako rodzic się na to nie zgadzam. Nie nakłaniam syna nigdy do kontaktu fizycznego z nikim (poza sytuacjami medycznymi), zawsze daję mu alternatywę w postaci bezkontaktowej (pomachaj babci…). Niezwykle zszokowała mnie historia, którą ostatnio przeczytałam w internetach autorstwa Małgorzaty Bączek, pozwolę sobie przytoczyć w całości:

Musze sie z Wami podzielic swoimi odczuciami z wczorajszej kolejki w markecie (tak tak, nie byłam w kościele ale zaszalałam w poluparnej stonce czy innym fruwaku). Ostrzegam! Dla ludzi o mocnych nerwach!
Do rzeczy:
Stoje sobie w kolejce jak za komuny, bo kasa tylko jedną czynna. Bardziej czuje niz widze, bo nawet nie chce sie obracac, że stoi za mną jakiś śmierdziel (bez zbędnej przesady to pisze), opary alkoholu na moim karku są juz w takim stężeniu, że skóra zaczyna mnie piec i czuje, że zaraz sama będe pijana.
Uparcie nie odwracam się bo co to bedzie jak chuchnie mi w twarz? Chyba padne od razu trupem z przepicia.
Osobnik jednak zupelnie bezkrytycznie i bezceremonialnie łapie mnie za ramie, odwraca i klepie po brzuchu pokazując na kinderniespodzianki i w jakims wschodnim języku mówi coś.
Ja od razu agresja +100 i krzyczę żeby mnie nie dotykał.
Odsuwa sie na dwa kroki i dzieki Bogu bo przywaliłabym mu gdyby tego nie zrobił. Serio!
Widze, że gosciu mentnym wzrokiem rozgląda sie w poszukiwaniu bliżej nieokreślonego celu.
Na nieszczęście (chyba dla wszystkich) za nim staje babcia z dziewczynką na oko siedmioletnią.
I widze w oczach gościa błysk. Przyciąga dziewczynkę i mówi znów z akcentem, pokazując na kinderniespodzianki, czy ona chce?
Rzucam okiem na babcie ale nie wydaje sie być przestraszona (w przeciwienstwie do dziewczynki). Gościu pyta łamanym polskim, którą czekolade chce? Niestety ku mojemu przerażeniu przytula dziewczynkę i nachalnie proponuje czekoladki. Dziewczynka mówi, że nie chce a On, że zapłaci. Moja adrenalina i wkurw (trzeba nazwać rzeczy po imieniu) sięgają zenitu. Już mam reagować ale widze ze babcia podchodzi do dziewczynki i myślę sobie ufff… Uratuje ją! Ale babcia mówi tylko z uśmiechem: No nie wstydz się!
Zatkało mnie i myślę sobie: może to jakiś wujek i niepotrzebnie sie wyglupiam z tym moim przewrażliwieniem. Odwracam się bo jest moja kolej kasowania.
Pakuje grzecznie zakupy ale kątem oka (tak ja mam kąt oka) widze, że sytuacja sie powtarza kilkukrotnie.
Śmierdziel nibywujek przytula dziewczynkę, która aż cała tężeje i wbija wzrok w buty a babcia kilka razy mówi żeby sie nie wstudzila.
Agresja znów we mnie narasta. Wujek srujek, niewujek ale ewidentnie dziewczyna nie ma ochoty na tego typu umizgi. Nie dziwie sie wcale.
W koncu pada słowo klucz
Babcia mówi :
No nie wstydź się PANA!
Pana?? Nosz kurwa!
No i pęka we mnie chyba wszystko i myślę, że zaraz sie tam rozpadnę na kawałki albo komuś przyłoże jakimś zniczem co stoi pod ręką.
Mówie do potworobabci :
– A dlaczego ma sie nie wstydzić??!!!
Zapadla taką cisza, że nawet chyba na końcu kolejki sie zainteresowali co seie dzieje.
Pani w kasie zmarła z naklejkami w ręce a babcia pokazała mi wszystkie ubytki w zębach rozdziawiając twarz. 
Wiec pytam:
– Znacie tego gościa? 
Bardzo dobrze, że sie wstydzi. Ja bym sobie nie życzyła, zeby mnie przytulał ktos kto tak brzydko pachnie. 
(do babci)Pani by chciała? To proszę sie przutulic! No juz!!!
A ty kochana (tu pochylam sie nad przerażonym dzieckiem) jak nie chcesz żeby ktoś Cię przytulał to powiedz to głośno. Masz prawo nie chcieć, wstydzić się i to nie jest nic złego! Pamietaj! 
I wiecie co się stało dalej? Nikt nic nie powiedział, nie skomentował.
Zostawiłam ich tak i wyszłam z poczuciem wielkiego żalu pomieszanego ze strachem i niesmakiem.
Chciało mi się komuś przypierdzielić i płakać i wrzeszczeć.
Kochani teraz morał :
Nie wychowujmy ofiar, nie mówmy dzieciom, małym dziewczynkom, że mają sie nie wstydzić, że mają byc grzeczne, że jak nie dadzą sie złapać za rękę chlopczykowi to bedzie niewlasciwe. Nie! Każdy (dziecko też) jest człowiekiem, ma prawo czegoś chcieć lub nie i trzeba to uszanować. Moje pytanie brzmi: jaką dziewczynka wniesie lekcję na przyszłość z tego wydarzenia? 
Zostawiam Was z tym pytaniem…

I ja Was również z tym pytaniem zostawiam…

***

Opis tego, jak reaguję na osoby pouczające mojego syna  – tutaj.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy rodziców bez spiny, gdzie można mieć własne zdanie i się mylić też można.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *