powrót do pracy

Matka wraca do pracy.

To już czas.

Czas na powrót do pracy. Po 14 miesiącach nieobecności, prawie totalnego wyałtowania. Świadomego odcięcia się na tyle, na ile było możliwe. Te miesiące poświęciłam Drugiemu. Ja się jeszcze napracuję a on nigdy już nie będzie taki malutki. Nie przewiduję również więcej urlopów macierzyńskich, więc bez wyrzutów sumienia po prostu zamknęłam się z dzieckiem w domu;-)

Nie monitorowałam klientów, nie uczęszczałam na konferencje, nie zagłębiałam się w merytoryczne artykuły. Nie jeździłam do firmy, nie trzymałam ręki na pulsie. Dochodziły mnie różne informacje, ale nie zamartwiałam się co to będzie (a przynajmniej nie zamartwiałam się zbyt długo;-)). Poświęciłam czas dziecku i sobie. Sporo siedziałam w domu, sporo oglądałam i starałam się czytać dla przyjemności. Odpoczywałam. To znaczy tyrałam, ale odpoczywałam od pracy zawodowej;)

To był trudny rok.

Rok docierania się między chłopakami i nas jako rodziny w nowym układzie. A było to trudne – pierwsze miesiące wyglądały naprawdę nieciekawie. Głównie wypełnione były moimi wyrzutami sumienia, że nie mam już tyle czasu dla Pierwszego. Ale wszystko się ułożyło i dotarło, jak to zwykle bywa z czasem.

Rok biegania po lekarzach i poradniach. Rok, w którym wpadliśmy na idiotyczny pomysł zakupienia przyczepy kempingowej zamiast wygrzać dupska gdzieś na plaży. Rok, w którym odszedł nasz  pies i rok, w którym przybył jego następca. Rok, w którym założyłam bloga i w którym przekonałam się, że prowadzenie go to wcale nie taka prosta sprawa;)

Wreszcie rok, w którym przemyślałam wiele spraw i podjęłam kilka milowych postanowień. Pobyłam sam na sam ze sobą, przyjrzałam się sobie. Postarałam się trochę bardziej siebie zrozumieć. Zaprzyjaźnić, mimo wszystko. Polubić siebie w nowej roli, taką jak jestem. Odnaleźć na nowo moje granice. Poszukać pomocy tam, gdzie jej potrzebuję. Pomóc innym tam, gdzie mogę.

To wymaga czasu i refleksji i właśnie na to poświęciłam ten rok.

Czas iść do przodu.

Czy się cieszę czy się martwię?

Trochę się martwię, bo Drugi jeszcze jest malutki. Dlatego wracam na razie na część etatu. Bo priorytety nadal mam w domu.

Ale bardziej się cieszę. Wyjściem do ludzi, nowymi wyzwaniami. Szpilkami. Szminką. Tym, co jeszcze nieznane.  Czuję, że ten powrót do pracy będzie przebojowy.

Mamy, pamiętajcie, że jesteście wyjątkowe.

Do wszystkich mam, które obawiają się powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim: nie dajcie się. Siedząc z dzieckiem łatwo uwierzyć w pieluszkowe zapalenie mózgu. Łatwo zapomnieć, że jesteśmy specjalistkami w tym, co robimy zawodowo. Tracić czas na zamartwianie się, gdybanie, inwestować energię w przewidywanie najgorszych scenariuszy.

Nie traćcie sił na czarnowidztwo, bo to wszystko dzieje się tylko w waszych głowach. Nawet jeśli czekają was zmiany, to pamiętajcie: zmiany są dobre. Zmiany są świetne. Wasze dzieci to przecież największa zmiana. Jeśli ktoś przetrwał poród, ząbkowanie, skoki rozwojowe i uwagi teściowej, to łyknie też powrót do pracy. A także jej zmianę, jeśli będzie trzeba.

A tymczasem – zapewniam was – świat idzie do przodu swoim torem, wy i wasze dzieci nie jesteście jego pępkiem (chociaż jak się w domu siedzi to można zacząć tak myśleć;)). Kiedy przyjdzie czas po prostu pstryknijcie kierunkowskaz i płynnie włączcie się do ruchu.

Nie ma na was siły mamy, jesteście boskie, pamiętajcie o tym!

A na koniec – słowo harcerza.

Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby nie zniknąć. Pewnie z czasem coraz rzadziej, ale będę do Was wracać. Mam nadzieję, że i wy mnie nie opuścicie?:)

 

***

To mój jubileuszowy, 50ty post:) Ciekawi was, co było w pierwszym? Znajdziecie go tu.

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

I do grupy rodziców bez spiny, gdzie można mieć własne zdanie i się mylić też można.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *