stereotypy o noworodkach

Stereotypy noworodkach, z których wyleczył mnie Pierwszy

Taka historia – znacie to?

Urodziny, imieniny czy tam inna imprezka rodzinna. W związku z faktem, że obowiązują stroje galowe oraz cała rodzina patrzy, Twój świeżo upieczony berbeć uznał za stosowne zarzygać się jak kot a potem wybuchnąć nieopanowanym płaczem. Ty już wiesz, że zaraz nastąpi zalew dobrych rad i uwag, wiec starasz się w tempie nadświetlnym opanować sytuację. Czyli porywasz na ręce i bujasz jakby świat miał się zaraz skończyć. Nie zważając na archipelag plam tworzący się na Twojej najlepszej sukience. Zresztą, nieważne co zrobisz, na pewno komentarzy nie unikniesz. Ale! Przecież żeś nie głupia! Masz przygotowane odzywki na każdą okoliczność. Nawet dla teściowej, taką złotą szpileczkę wbijaną w białych rękawiczkach. Luzujesz więc otwory armatnie, ładujesz amunicję, zapalasz zapałkę i czekasz. Aż tu nagle, atak ze strony, której się akurat nie spodziewałaś. Anetka. Kuzynka siostry szwagierki brata Twojej teściowej. Aktualnie w Pierwszej Ciąży.
– Jemu to chyba nie chodzi o to, żeby go bujać. Chyba raczej zmęczony jest, albo światło go razi? Wiesz, czytałam, że dzieci to mają różne rodzaje płaczu, może spróbuj się wsłuchać?

BUM! Generalnie ustalmy to: jest specjalne miejsce w piekle dla niedzieciatych, którzy mądrzą się o wychowaniu dzieci. Tak, także tych niedzieciatych już w ciąży.

Zresztą, nie ma co daleko szukać. Przecież sama taka byłam. Te piękne czasy, kiedy mogłam stanąć (czy tam usiąść;)) i bez najmniejszego drgnięcia powieką wygłosić swoją opinię na tematy związane z wychowaniem dziecka. W mojej głowie nie pojawiały się natychmiast setki wątpliwości, zależności, historii z życia. Nie musiałam się przejmować jakimiś pierdołami typu: jakiego człowieka chciałabym wychować, gdzieś tam na końcu? Jak to wpłynie na jego długoterminowy rozwój?  Albo ile wyrzeczeń ja jako hipotetyczna matka musiałabym ponieść, żeby się zastosować do swojej własnej rady? Albo inne bzdury typu: „wszyscy-jesteśmy-ludźmi-i-mamy-gorsze-chwile”. Mogłam sobie na to bimbać. Mogłam po prostu wyrecytować kwestię i pójść dalej, na manikiur albo na maraton kina uzbeckiego. Ech, wróciłabym do tego chętnie…

Tymczasem już pierwsze tygodnie życia z Pierwszym wyleczyły mnie z kilku stereotypów na temat noworodków, w które święcie wierzyłam będąc w ciąży. I – uwierzcie mi – to była terapia szokowa. Na wysokim poziomie stresu. Kiedyś się zbiorę i to opiszę. A na razie:

10 twierdzeń o noworodkach, którymi częstują was internety, położne i ciotki klotki, a które wcale nie muszą okazać się prawdziwe.

  1. Noworodki uwielbiają jeździć wózkiem.

    Jeśli będziesz mieć szczęście. Ale możesz nie mieć. Wtedy po 5 minutach spaceru masz ochotę wyć do księżyca, słońca i neonów sklepowych. Wózek śni Ci się po nocach w najgorszych koszmarach.

  2. Dzieci zasypiają w samochodzie.

    To najprawdziwsza prawda. Tylko niektóre robią to od razu a inne po godzinie wycia. Podobno, bo nigdy tego nie wytrzymałam. Na skali od 1 do 10 nienawidzę dziecięcego wycia w samochodzie na 150 punktów.

  3. Karmienie naturalne

    Ktoś, kto nazwał karmienie piersią „naturalnym” dorabiał chyba jako kabareciarz. W życiu nie robiłam niczego, co wymagałoby ode mnie więcej wysiłku i nienaturalnych zachowań. Na początku, bo po kilku miesiącach nie umiałam już sobie wyobrazić życia bez tego.

  4. Wszystkie noworodki spędzają godziny przy piersi.

    Co najmniej jeden nie spędzał. Za to prawie każde karmienie przerywał po trzech minutach drąc japę w niebogłosy. Dałabym wtedy wszystko, żeby na raz, porządnie zjadł – nawet jeśli miałoby to trwać godzinę.

  5. Uwaga na smoczek!

    Myślałby kto, że jak tylko chociażby pokażesz dziecku smoczek, to ono go wessie nawet z odległości trzech metrów. I już nie odessie nigdy, w związku z czym przestanie ssać pierś, wykrzywi mu się żuchwa i zacznie mówić dopiero po skończeniu liceum. W rzeczywistości trzeba się nieźle natrudzić, żeby nakłonić większość dzieci do ssania smoka. A wiele nigdy go nie akceptuje.

  6. Dziecko ma różne rodzaje płaczu, wystarczy je ogarnąć i problemy z bańki.

    Weźcie, nawet mi się nie chce tego komentować. Ja nawet teraz u mojego 4latka w wielu przypadkach nie wiem dlaczego on płacze. A co dopiero z noworodkiem czy niemowlakiem…

  7. Noworodek uspokaja się od tulenia

    Uspokaja się. Albo i nie. Pierwszemu było wszystko jedno czy go ktoś nosił czy nie, rozdzierał się równo. Z kolei Drugi był podatny i na bujanie i na śpiewanie i na głaskanie i na wszystkie te inne rzeczy, na które Pierwszy czkał.

  8. Płacz dziecka uruchamia instynkt macierzyński.

    U mnie uruchamia instynkt mordercy. I zaczynam rozumieć, czemu niektóre gatunki zżerają swoje młode:P Na szczęście wyższe struktury mózgu działają u mnie jeszcze całkiem dobrze. Podejrzewam, że opanowywanie mojego wewnętrznego gada zabiera całe siły witalne mózgu – dlatego tak mi pamięć słabuje.

  9. Można podzielić się opieką z tatą po równo.

    Nieważne, jakie postępy czynimy w dziedzinie równouprawnienia. Niemowlaki mają w poważaniu wszystkie spalone staniki tego świata. Tatusie robią świetną robotę, ale w ostatecznym rozrachunku najbardziej liczy się mama. Na pocieszenie dodam, że podobno role mogą się odwrócić, ale to już później;)

  10. Istnieje złoty sposób na wszystko

    Nie istnieje. Nie ma takiego sposobu, który działałby na każde dziecko w każdej sytuacji. Ba! Nie ma takiego sposobu, który przetrwałby próbę czasu. Dziecko zmienia się i co chwilę musisz szukać nowych środków do celu. Żeby zasnął. Żeby zjadł. Żeby wziąć go na spacer we względnej harmonii ze światem. Żeby, żeby, żeby…

Generalnie dzieciaki mają talent do zaskakiwania w każdym wieku, jednak te pierwsze miesiące to był dla mnie wyjątkowy szok;)

Też tak miałyście, że pierwsze dziecko wyleczyło was z różnych niepodważalnych przekonań?

 

***

Zapraszam do mnie na FB oraz na Insta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *