matka maruda

The best of Matka Maruda

Projekt Matka Maruda dobiegł końca. Trochę z braku czasu, ale bardziej dlatego, że wyczerpała się formuła. Okazuje się, że apogeum narzekań przypada na urlop macierzyński. Później człowiek walczy o życie i nie ma już energii nawet na marudzenie:)

Dzięki, że byliście. Mam nadzieję, że dostarczyłam Wam trochę rozrywki i refleksji.
Blog jeszcze przez jakiś czas będzie czynny, więc w razie potrzeby korzystajcie.

18.06

Miało być bez lukru, to proszę:
prawda jest taka, że Drugi narzygał mi przed chwilą do ucha.

O!

2.07

Być na urlopie macierzyńskim to jak siedzieć w więzieniu. Nie możesz sama wziąć prysznica ani usiąść na klopie. Śpisz za pozwoleniem. Spacery o określonych godzinach.

Nawet nie możesz zdecydować, kiedy masz zły dzień. Zły dzień masz wtedy, kiedy twój gad go ma.
Welcome to goddamn Alcatraz.

3.07

TE poranki. Od 4.30 Drugi ugniata mi brzuch niczym wytrawny pizzero, próbując go rozgnieść na cienki placuszek. W tym jeszcze mu poniekąd kibicuję. Ale potem dobiera się do twarzy i włosów niczym Szyszko do Puszczy Białowieskiej. Na koniec zauważa szklankę z wodą na stoliku przy łóżku i to ona staje się celem jego życia, uwala się więc na mojej głowie całym swoim ośmiokilowym jestestwem. A ja najpierw się wściekam, ale chwilkę potem w moim uchu rozlega się bicie jego serca.

I wtedy, na ten krótki moment, przestaję być marudą.

7.07

Wyjeżdżamy z dziećmi na weekend…

Obraz może zawierać: samochód

 

13.07

– Mamo, patrz jaka podobna do ciebie! – zakrzyknął z emfazą Pierwszy podczas postoju na światłach. Rozejrzałam się lekko strwożona, ale nie, było dobrze. Jak w mordę strzelił – Margaret. Ciepło wlało się w mą duszę, że takie to moje dziecię bystre i chcąc pokazać szczere zainteresowanie kontynuuję temat, wskazując na plakat:
– Ta tutaj pani? Że podobne włosy ma i oczy niebieskie?
– Nieee, ta tam, zielona taka…

ŻABKA – mały wielki sklep – jakby co, polecam się na modelkę.

18.07

Panicz Drugi właśnie nas przeczołguje. Od dwóch godzin nie chce zasnąć, życzy sobie, żeby go nosić i zgłasza liberum veto przy próbach odłożenia.
Podjęliśmy więc z małżonkiem autorytatywne kroki ku definitywnemu rozwiązaniu tego problemu.

Czyli że w sensie zmieniamy się przy nim co 15 min:D
Dobranoc.

28.07

Wracamy z Pierwszym ze sklepu. Mijamy jakiegoś tatę, który dzielnie stawia czoła swojej okołodwuletniej królewnie. Królewna prezentuje cały przegląd piosenki radzieckiej w wersji „desperacki mezzosopran”. Czyli po naszemu: drze japiszona.

20 metrów później wywiązała się między nami taka oto krótka konwersacja.
– Mamo, tam jakieś dziecko mocno płakało.
– To prawda, płakało.
Chwila ciszy.

– Dobrze, że nie twoje, co nie?

Mamusi skarbeczek, jak on mnie dobrze zna 

21.08

Uwaga, sprzedaję patent na szybką drzemkę! Dla mam na macierzyńskim, ale nie tylko.

Ojciec maruda przychodzi po całym dniu pracy do domu taaaki zmęczony. Jakiś obiad, potem wiadomo, robi się lekki rozgardiasz – składanie naczyń, ogarnianie Drugiego itd. Wtedy nagle, jakby mnie strzeliło, łapię się za głowę mówiąc: „o kurczaki! zupełnie zapomniałam!” – po czym kieruję się szybkim, zdecydowanym krokiem do sypialni, mamrocząc coś pod nosem. Jakbym miała jakąś niezwykle ważną sprawę do załatwienia. Przymykam drzwi, walę się na łóżko i przycinam komara. Zwykle mam około 15 minut zanim Ojciec się zorientuje, że zniknęłam w niecnym celu.

Nie nadużywać, stosować oszczędnie, to ze dwa lata posłuży. Nie dziękujcie, korzystajcie!

22.08

Wakacje z dziećmi, dzień 3.

W domu pierdolniczek jak pp przejściu małego tornada. Drugi pełza po domu z brudna skarpetka w pysku niczym szczeniak. Pierwszy natomiast postawił taboret 50 cm od kanapy i użył mojej podkładki pod laptopa jako mostu zwodzonego między nimi. Teraz przełazi po tej podkładce swoimi 15toma kilogramami mrucząc: Dobrrra dobrrrra damy radę przejść nad tą przepaścią chłopaki! To wszystko w swoich majtkach na głowie. Na szczęście czystych. Chyba.

Idę sobie zrobić kawę.

13.09

Ej, a opowiadałam wam o tym, jak ojciec maruda ratował szczeniaczka?? (uwaga, niecenzuralne słownictwo).

To było jak Pierwszy miał z 1,5 roku (i był jeszcze jedyny) – ciepła, letnia noc, wszystkie okna pootwierane, śpimy. Nagle budzi mnie przeraźliwy płacz szczeniaczka. Taki głośny i przejmujący, że aż dostałam gęsiej skórki. Na chwilę przycichł a potem znowu. Wyszłam do jednego okna, do drugiego i nic nie widzę, ale słyszę wyraźnie, że maluszek wzywa pomocy, jednocześnie okrążając nasz blok w stronę parku. Od razu wyobraziłam sobie szczeniorka ze związanymi łapkami, jak go ciągnie po chodniku jakiś zwyrodnialec. Ale wyjść nie mogę, bo dziecko – biegnę więc do ojca marudy i go szturcham. W końcu się przebudził a ja stanowczo zażądałam aby podjął działania zmierzające ku uratowaniu szczeniaka. Rzucił w moją stronę kilka epitetów, w końcu jednak ugiął się, wrzucił spodnie oraz laczki i wyruszył na misję ratunkową (w tle nadal słychać szczeniorka, tylko o wiele dalej). Ja na taras i czekam.
Po jakichś 10 minutach wraca. Bez szczeniaczka za to z bardzo nachmurzonym obliczem. Wchodzi do domu i uwierzcie mi, jakby spojrzenie mogło zabijać, byłabym już bardzo martwą matką marudą. Następnie nawiązaliśmy mniej więcej taką oto konwersację:
MM: I co, i co?? Znalazłeś go??
OM: Ty mnie pytasz czy ja go znalazłem?! To ja ci powiem. Wypadłem z osiedla i biegnę w stronę parku. Nic nie widzę, ale biegnę po tego twojego pieprzonego szczeniaczka. Jęzor mi wisi, upociłem się jak świnia, nikogo wokół, bo o tej porze normalni ludzie ŚPIĄ, tylko jakiś złomiarz na horyzoncie. Ale nic, zapierdalam. Dobiegłem do końca cmentarza, wbiegam do parku, nie ma żadnego cholernego psa. Już mam wracać, aż tu nagle słyszę go za krzakami, no to biegnę za krzaki. Wybiegam, patrzę – a to ten złomiarz kółek w wózku nie naoliwił i to one tak napierdalają!

Po tej przemowie rzucił jeszcze pod nosem jakieś: daj ty mie święty spokój kobito i poszedł spać. I tak oto, dzięki ojcu marudzie, na świecie ubyło jednego płaczącego szczeniaczka.

A dziś lub jutro na blogu relacja z naszego kempingu na Węgrzech, albo przynajmniej pierwsza jej część.
Howgh!

23.09

To uczucie.

To uczucie, gdy dziadkowie biorą wszystkie dzieci na dwie godziny a ty nie wiesz co zrobić z czasem. Po pół godzinie stwierdzasz że nudy. Po godzinie zaczynasz tęsknić. Zanim upłyną dwie godziny czekasz w blokach startowych. W końcu pełna kosmicznej energii, wytęskniona, lecisz na skrzydłach miłości, żeby odzyskać sens swojego życia.

A potem młodszy cała drogę powrotną wyje jakby go Apacz skalpował a starszy informuje cię rzeczowo, że wolałby się przeprowadzić do babci.

Oby do następnej wizyty u dziadków.

1.10

Czy wasze poranne kłótnie z dziećmi też są takie epickie??

Pierwszy z glutem, więc został w domu. Pytam go rano co zje na śniadanie, a on oczywiście, swoim zwyczajem, pytanie olał. Ja niewyspana, zła jak osa, więc stwierdziłam, że mu dam nauczkę. I zrobiłam mu kanapkę z pasztetem.
Daję mu tą kanapkę tłumacząc, że skoro nie odpowiada na pytanie, to zdecydowałam za niego. Orajuśkuuuu!! co to się działo. Wycie, jęki, kontestacja. Awantura na 102 fajery. A jak się temu pasztetowi bogu ducha winnemu oberwało!! Jak ja nienawiiiiiidzę pasztetu! Jest obrzydliwy przebrzydły i śmierdzący!! Nie będę jadł nigdy nigdy NIGDY pasztetu nieeeee!

Niewzruszona oświadczyłam, że albo zje to co przygotowałam, albo przebiduje na głodniaka do następnego posiłku, bo nie będę robić drugiego śniadania. Na to on, że dobrze, w takim razie sam sobie zrobi. Na co ja, że super, jak sobie sam zrobi to niech sobie je co chce i kiedy chce.
Wziął stołeczek, otworzył lodówkę, wyjął ogórka, suchą krakowską, ser i masło, wziął kawałek bułki i przyrządził sobie kanapkę.
Zasiadł i patrzy triumfalnie. Ale coś mu mina zrzedła. Ogląda tą kanapkę, ogląda, wącha, niezadowolony. W końcu zapaliła mu się nad głową lampka:
– Wiem, czego mi tu brakuje! Posmaruję sobie jeszcze pasztetem!

13.10

Ja: Przynieś mi jakieś skarpetki dla Drugiego.

Małżonek (wkracza do pokoju z obliczem pełnym dramaturgii, dzierżąc w wyciągniętych dłoniach naręcze kolorowych skarpetek): Jakim cudem nie ma ani jednej do pary??

Cóż, kochanie. Puk puk, tu prawdziwe życie.

27.10

Poranne sobotnie zakupy.

W przeddzieciu – przykry obowiązek. Walczyliśmy jak lwy o to, kto zostanie.

Teraz – przywilej. Walczymy jak husaria o to, kto pojedzie.

I ten przyjemny moment, kiedy odzyskujesz na chwilę kontrolę nad swoim życiem i możesz o czymś zdecydować jak dorosły, w ciszy i namyśle, kierując się tylko rozsądkiem, zero emocji – owad w kropki czy rampampam??

Jedziesz. Napawasz sie widokiem dorosłych twarzy. Zazwyczaj o tej porze są to twarze niezbyt świeże, lekko opuchnięte w kolorze „dojrzały pomidor malinowy”, ale nie szkodzi. Wymieniasz się uwagami i spostrzeżeniami dotyczącymi zasobów materiałowych, dystrybucji i wartości artykułów, merchandisingu. Dokonujesz szybkich operacji na liczbach, obliczając PNL kolejnej tabliczki czekolady. Ćwiczysz koordynację oko – ręka, orientację w przestrzeni oraz bicepsy i tricepsy 💪. Wyciskasz te dwie godziny jak cytrynę, do ostatniej kropli i z nutka nostalgii wracasz do domu… Mając nadzieję, że za tydzień jakimś zrządzeniem losu znowu będzie twoja kolej.

A wy? Jesteście z tych co wolą jechać czy zostać?;)

3.11

Dziś zrozumiałam co to znaczy być dobrą mamą.

To jest wtedy, kiedy Twój czterolatek nalega, żeby wymieniać mu słowa na „d” i po trzydziestym słowie już nic nie pamiętasz, tylko w głowie świeci Ci się wielki napis „DUPA”, ale jednak zmuszasz swój zdezelowany mózg do większego wysiłku i w końcu wykrzykujesz: „difosforan!”.

A potem mu jeszcze spokojnie tłumaczysz co to, ponieważ dla niego odpowiedź „nie wiem” jest w najwyższym stopniu niesatysfakcjonująca. O

8.12

Pierwszy ma niezwykle poważne plany co do jednej ze swoich koleżanek z przedszkolnej grupy Motylków – niejakiej panny M. Nie będę się zagłębiać w szczegóły – dość, że plany są dalekosiężne i dotyczą przedłużenia rodu.

W związku z tym w naszym gronie rodzinnym wywiązała się ostatnio taka rozmowa:

Pierwszy: [opowiada Babci D. o swoich planach]
Babcia D: a czy ty wiesz, kim ja wtedy zostanę?
Pierwszy:…prababcią!
Ja: a ja? kim ja wtedy zostanę??

Pierwszy: […chwila zastanowienia…] Pramamą!

Oto ja. Pramatka Maruda.

10.12

Do Moneta ciut mi brakuje, ale niezrażona namalowałam dla was obraz.

Nazwałam go „Sen matki” . Jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Nurt: realizm macierzyński.

Miłego obcowania ze sztuką nowoczesną.

29.01

A bo największy klops z wychowaniem dzieci polega na tym, że to co im mówisz wprost… ma najmniejsze znaczenie. 😟😟😵

Liczy się to, jak je traktujesz.

Możesz mówić dziecku pierdyliard razy dziennie, że jest taaaakie mądre i zaradne – ale jeśli będziesz mu wyrywać suwak z rąk za każdym razem sarkając: „daj, ja to zrobię szybciej!” – to wychowasz ciamajdę choćby skały srały a mury pękały. 🤷‍♀️🤷‍♀️🤷‍♀️

A jeszcze bardziej liczy się to, jak sama POSTĘPUJESZ.

Jeśli chcesz, żeby dzieci nie powielały Twoich błędów i fatalnych nawyków to musisz ruszyć dupsko i sama u siebie te nawyki zmienić. 🌱🥦⛹️‍♀️🎭

Jednym słowem: przesrane 

8.02

Forum internetowe jakich wiele. Słodka Karyna, lat 23, uznała za słuszne podzielić się swoją światłą opinią.

– Dlaczego – pyta filozoficznie – ja mam ustępować miejsca w autobusie jakiejś ciężarnej maciorze? Ja też się mogę źle czuć! Co mnie obchodzą maDki i ich rozwydrzone gówniaki?! Ja na pewno nie zamierzam być klaczą rozpłodową i w dupie mam ich problemy!!!111!1!oneone  ;D ;D

Otóż, droga Karyno, pozwól, że pokuszę się o odpowiedź.

Po pierwsze istnieje taka – hipotetyczna – szansa, że za 6 lat spotkasz Sebę swojego życia i zdecydujecie się na własnego mini gówniaczka. A karma wraca. Może jeszcze tego nie wiesz, ale wraca, dziwka, bezbłędnie.

A po drugie, Karynko (o bogini życia, lansu i bansu) kiedyś będziesz miała lat 80siąt, podagrę i parkinsona. I owszem, również być może będziesz miała złoty fundusz emerytalny, czego ci z całego serca życzę. Ale nawet wtedy będziesz potrzebowała opiekuna, który ci poda twoje dą perinią w kryształowym kieliszku ze słomką (bo już tylko tak dasz radę pić). A twoim jutrzejszym opiekunem będzie dzisiejszy gówniak. Syn lub córka ciężarnej maciory.

Dlatego z całą życzliwością wzywam cię do chwili refleksji. Chyba wolisz, żeby szczęśliwa mama wychowała dla ciebie zrównoważonego, pełnego empatii pielęgniarza/rkę? A nie frustrata, który cię przywiąże do kaloryfera i będzie przypalał petami?

Chcesz czy nie – moje dzieci są twoją przyszłością. ZWŁASZCZA jeśli nie chcesz mieć własnych.

Więc morda w kubeł i rusz dupę.

9.02

Pierwszy (lat 5 niecałe) u dziadków.

Nagle dostaję MMS od Babci D. O treści: „Dziecko umie pisać.” Zdjęcie załączam.

#dumnamama #kiedytouroslo #ktoredynaharvard?

Obraz może zawierać: w budynku

A na koniec – tekst, który rzez tych kilka miesięcy miał największą ilość wejść na blogu (tu), deklasując pozostałe. W sumie nie wiem czemu;-)

I z tym jakże optymistycznym zakończeniem Was zostawiam:)
Ale kto wie… może mam już w głowie następny projekt…?

Trzymajcie się!

Justyna

1 thought on “The best of Matka Maruda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *